Okładka

Witam serdecznie wszystkich moich czytelników. Książka jest już na ukończeniu. W tym tygodniu będzie już dostępna w formie e-booka. Osoby zainteresowane kupnem książki w wersji elektronicznej zapraszam do kontaktu mejlowego. Mój adres to zhowerli@wp.pl

Książka

Prawie wszystko już przygotowane do wydania książki. Będzie bogato ilustrowana do każdego z 37 rozdziałów będzie dołączony obrazek namalowany przez malarkę. Mam nadzieje że do końca tego roku książka będzie wydana w formie papierowej jak również e book.

Informacja dla czytelników

Chciałabym poinformować moich czytelników, że niedługo planuje wydać całe opowiadanie czyli 37 rozdziałów . Jeśli ktoś z was byłby zainteresowany książka czy w formie papierowej czy na PDF to proszę dać znać. Pozdrawiam wszystkich i dziękuje bardzo za zaufanie i poświęcenie uwagi i czasu na czytanie mojego bloga. Było was w tym roku naprawdę dużo i to z wielu krajów. Jeszcze raz serdecznie dziękuje!!!

Rozdział 13

Przez kolejne dni synom Moniki udawało się upolować zające i kuropatwy. Za każdym razem Monika przygotowywała obiad tylko dla swojej rodziny. Nie dzieliła się tym nawet z ciężarną Sarą. Za to gdy mężczyźni upolowali cokolwiek, zawsze była pierwsza aby dopilnować czy podział mięsa jest dokładny i nikt nie da im mniej niż się należy. W końcu ma piątkę dzieci i musi o nie zadbać.

Niestety nadszedł taki tydzień, było to na początku lutego gdzie mężczyźni nic nie upolowali. Synowie Moniki również. Chleb nadal był co drugi dzień dlatego zaczynali już głodować. Od młodszych dzieci dowiedziała się, że gdy bawiły się na podwórku braci Kowalskich weszły do piwnicy pod garażem i zobaczyły tam worki z ziemniakami. Monika postanowiła działać. Nie pozwoli by jej dzieci chodziły głodne. Zdecydowanym krokiem ruszyła do sąsiadów. W domu zastała same kobiety i dzieci. Mężczyźni byli w lesie jak codzień.

Zaprosiły ją do środka częstując tym co miały. Monika miłym głosem, serdecznie się uśmiechając zapytała :

– Macie może jakieś ziemniaki którymi mogłybyście się podzielić ze mną i moją rodziną? Od kilku dni prawie nie mamy co jeść. Mężczyźni nic nie upolowali a ilość chleba jaką dostajemy jest stanowczo za mała, po prostu głodujemy.

– Przykro mi, nie mamy nic na zbyciu. My też już bez ziemniaków drugi tydzień- odpowiedziała Kazia.

– Naprawdę ? – wykrzywiając twarz z wyrazem niedowierzania i pogardy zapytała Monika- Moje dzieci widziały w waszej piwnicy kilka worków ziemniaków. Nie możecie się nimi podzielić ?

– Moniczko, te ziemniaki nawet my nie możemy ruszyć do zjedzenia ponieważ są przeznaczone na wiosenne sadzenie. Już i tak zostawiliśmy za mało i trzeba będzie przecinać na pół by obsadzić całe pole. Jeśli nie zostawimy teraz to co będziemy jeść latem, jesienią i zimą?

– Wtedy to może być już po Armagedonie. Nie ma co wybiegać tak daleko w przyszłość. Teraz moja rodzina głoduje a wy macie dużo ziemniaków. Proszę was dajcie mi kilka kilogramów – zakończyła stanowczym głosem Monika.

– Tłumacze ci, że nawet my tego nie używamy, jeśli teraz zjemy będziemy głodować w przyszłości. Jak myślisz kto nam da ziemniaki do sadzenia? Nikt!!! Mogę ci dać jak codzień trochę mleka i sera. Nic więcej nie mamy w tej chwili.

– Jesteś zimną egoistką ! Masz jedzenie ale jesteś skąpa i wredna. Nie wierze, że sami nadal nie jecie tych ziemniaków. Wstrętna kłamczucha – zaczęła unosić się Monika i mówić dalej coraz bardziej podniesionym głosem: Jak studiowałam z braćmi Biblię to oni obiecywali, że tylko w organizacji jest prawdziwa miłość i gościnność gdzie można liczyć na pomoc. W świecie ludzie są nieczuli, bez litości, egoistyczni, nie potrafiący kochać prawdziwie bo ich bogiem jest szatan. Za to w prawdzie wszyscy są dobrzy, pełni miłości i nigdy nie zostawią mnie w potrzebie bo służą prawdziwemu Bogu. Gdybym wiedziała, że tak będzie jak teraz, że w potrzebie nie można liczyć na braci to nigdy bym się nie ochrzciła i nie weszła do organizacji.

– Co ty mówisz??- wtrąciła się synowa Kazi. Od miesięcy codziennie ty i twoja rodzina za darmo dostaje od nas jedzenie. Nigdy nawet nie zaproponowałaś pomocy ty czy twój mąż przy gospodarce nie mówiąc już o realnej pomocy. Ale aby odebrać produkty to zawsze miałaś czas przyjść albo wysłać kogoś po nie. Jeśli chcesz mówić o egoizmie to spójrz na siebie. Zobaczysz go w czystej postaci. To właśnie ty jesteś samolubna i pasożytujesz na innych. Powinnaś się wstydzić!!!

– Jak śmiesz tak do mnie mówić. Nie pozwolę się obrażać, kończę z tobą rozmowę. Jestem matką piątki dzieci i mam wystarczająco dużo pracy przy nich. Nie zamierzam dalej z wami dyskutować. Idę sama zabrać ziemniaki z waszą zgodą czy bez niej. Do widzenia.

– Nie waż się tego zrobić- krzyknęły wszystkie kobiety i rzuciły się na Monikę by ją wyprowadzić z domu i posesji. Ona zaczęła się szarpać i z wrzaskiem je bić, drapać po twarzy i ciągnąć za włosy. Kobiety zaczęły odpowiadać tym samym. Były wszystkie w amoku, jak dzikie kotki- syczały i drapały . W końcu udało im się wyprowadzić poturbowaną Monikę za bramę krzycząc aby więcej się u nich nie pokazywała. Każda z nich miała poszarpane włosy i skaleczone twarze i ręce bo Monika też gryzła przeciwniczki by się uwolnić z ich objęć. Będąc już za bramą odgrażała się, że się zemści i ją popamiętają. Wracając do domu ciagle krzyczała niewybredne słowa potrząsając podniesioną ręką.

Rozdział 12

Powoli kończyły się naboje, dlatego musieli je bardzo oszczędzać. Niestety spowodowało to, że rzadziej coś upolowali. Pewnego razu zmienili trasę i przez to dotarli do rozległego pola gdzie leżała cała hałda buraków cukrowych. Widać , że ktoś o nich zapomniał. Były już przemrożone ale jeszcze można byłoby je wykorzystać do czegoś.Mężczyźni postanowili zabrać tyle ile mogli unieść . Chociaż to mogli przynieść do domów skoro nie udało im się upolować zwierzyny.

Kobiety były rozczarowane brakiem mięsa ale zaciekawiły się co można zrobić z tych buraków. Jakub powiedział, że będą z nich pędzić bimber bo w trudnych czasach wódka jest najlepszą walutą. Zawsze znajdzie nabywców i będzie można wymienić ją we wsi na cokolwiek innego. Mężczyznom na myśl że będą mogli pokosztować wódki po tylu miesiącach abstynencji aż oczy się zaświeciły i ślinka poleciała z ust. Kobiety za to zareagowały naburmuszeniem wieszcząc same złe rzeczy- że zamiast polować chłopy będą pić, że dadzą zły przykład młodzieży itd itp.Dały się jednak przekonać obietnicą mężczyzn, że bimber będzie tylko na wymianę i że one na tym skorzystają przede wszystkim.

Następnego dnia mężczyźni zrobili kilka kursów aby zwieść jak najwiecej buraków. W tym czasie synowie Moniki, którzy coraz lepiej strzelali z łuku upolowali dwa zające. Dumni przynieśli je mamie. Monika w pierwszej chwili aż zakrzyknęła z zachwytu jakich zaradnych i zdolnych ma synów ale po chwili uświadomiła sobie, że chłopaki przynieśli zające nie wykrwawione. Teraz było już za późno coś robić w tym kierunku bo krew już zakrzepła. Szybko zaczęła analizować co zrobić. Starsi synowie byli tacy dumni z siebie, młodsze dzieci patrzyły głodne na mięso czekając kiedy mama im coś z tego przyrządzi. Monika zrozumiała, że nie może tego zrobić dzieciom. Nie może wyrzucić mięsa tylko dlatego że została w nich krew. Przecież muszą przetrwać, Bóg im to musi wybaczyć, że w takich warunkach zjedzą nie wykrwawione mięso. Pamietała o wersetach aby nie spożywać krwi zwierząt tylko ją wylewać ale również przypomniała sobie historie Dawida gdy ze swymi żołnierzami zjedli zakazane chleby pokładne i Bóg im wybaczył. To dało jej nadzieje że Bóg w skrajnych przypadkach nie jest taki restrykcyjny.

Niestety przyszedł kolejny dylemat. Do tej pory wszystko co zostało upolowane było dzielone na 3 domy. Monika również teraz szybko przekonała samą siebie, że w tym wypadku będzie złym pomysłem dzielić się z innymi. Te dwa zające ledwie starczą dla nich wszyskich to jakby jeszcze część oddała to w ogóle nic by dla nich nie zostało. Przykazała dzieciom, by nikomu się nie przyznały, że upolowali cokolwiek. Sama poszła do szopy przygotować mięso aby nikt jej nie zobaczył co robi. Po obrobieniu mięsa kazała dzieciom wynieść skóry i wnętrzności do lasu z dala od domu.

Kolejnym problemem była Sara, która leżała w swojej sypialni bo źle się czuła. Jak ją przekonać aby wyszła z domu na czas przygotowania obiadu? Monika wymyśliła, że poprosi Sarę aby ta poszła do braci Kowalskich po mleko które codziennie od nich dostawali. Liczyła, że jak już tam pójdzie zostanie na tyle długo aby ona mogła ugotować obiad i zjeść go z dziećmi. W między czasie wstawiła gar wody bo zdecydowała się na ugotowanie zajęcy zamiast usmażenia ich. Bała się ze aromat smażonego mięsa przyciągnę niepowołanych gości albo po zjedzeniu zostawi zapach na dłużej w domu i to ją zdemaskuje. Dzieci tak czy siak wysyłała na zmianę na czujkę aby sprawdzały czy Sara nie wraca . W razie czego szybko by przeniosła garnek do ich pokoju. Całe szczęście tak jak przewidywała Monika, Sara została u sąsiadów na tyle długo że oni mogli spokojnie zjeść obiad. Po obiedzie Monika jeszcze zdążyła wywietrzyć mieszkanie i odłożyć porcje dla męża gdy wróci.

Gdy mężczyźni wrócili zmęczeni i głodni Monika zawołała męża do pokoju i opowiedziała mu całe dzisiejsze zdarzenie. Dominik pochwalił synów i żonę za zaradność. Monika trochę się obawiała reakcji męża ale on ją rozgrzeszył a nie potępił. Wręcz był zachwycony jak bardzo zadbała o dobro ich rodziny.

Niestety reszta mężczyzn nie miała tyle szczęścia by zjeść solidny obiad. Jakub i Tymoteusz mogli napełnić brzuch jedynie resztką chleba i szklanką mleka. Bracia Kowalscy mieli więcej jedzenia to mogli zjeść trochę więcej ale u nich też się nie przelewało, kury prawie się nie niosły a mleka starczało na przetwory dla nich i sąsiadów. Ziemniaki i inne warzywa już się kończyły.

Mimo tak skromnego posiłku wszyscy byli zadowoleni, że udało im się zwieść aż tak dużo buraków. Nie czekając chwili zaczęli brać się za przygotowanie wszystkiego do zacieru. Jakub widać planował od samego początku pędzić bimber bo wyciągnął kilka opakowań suszonych drożdży ze swoich zapasów.